2005 "Świat Elit"

Kto szkodzi polskiej sztuce?

ROZMOWA Z ARTYSTĄ MALARZEM EUGENIUSZEM MAŁKOWSKIM

Jest rok 2005 i już nic nie słychać o niezwykłej undergroundowej galerii Gena Małkowskiego przy Siennej w centrum stolicy, a przecież jeszcze w zeszłym roku odbywały się tam duże zbiorowe wystawy i non stop eksponowane było nowe polskie malarstwo. Co się stało?

To się stało, że galerii już nie ma. Otrzymałem urzędowy i sądowy nakaz eksmisji. Od początku żądano od artystów niemożliwych do płacenia czynszów, a było to 1500 zł miesięcznie za piwnicę, z której wciąż musiałem wyrzucać szczury. Urzędnicy warszawscy kazali artystom płacić za tę piwnicę jak za lokal użytkowy, jakbyśmy byli krawcami czy producentami teczek i portfeli, a nie twórcami w dziedzinie sztuk pięknych, działającymi dla dobra publicznego. Objąłem tę obskurną piwnicę, mimo iż od razu wymagała remontu, gdyż prosiła mnie o to ówczesna pani naczelnik wydziału kultury na Woli, której zależało na tym, abym prowadził działalność artystyczną i wystawienniczą w tej wyjałowionej z kultury dzielnicy.

Kiedy to było i kto zawiadywał tym lokalem?

Było to w 1996 roku, kiedy jeszcze kulturą na Woli kierowała znakomita w tej roli, bo czująca sztukę, pani Danuta Wojtkowska, ale zawiadywał tym lokalem przy Siennej oczywiście Zarząd Budynków Komunalnych. Jeszcze w 2004 roku, jak i wielokrotnie wcześniej, protestowałem w dyrekcji tegoż Zarządu, ostatnio u wicedyrektora Romana Burdeckiego, że piwnicy tej nie można uznać za lokal użytkowy, choćby ze względu na jej fatalny stan, nie mówiąc już o naszym pięknym i ważnym kulturowo i społecznie celu, któremu miała służyć. Wilgotne ściany, po których niekiedy wprost spływa woda, zalewane sufity, całymi miesiącami podmokłe podłogi, grzyb na ścianach, dojmujący niekiedy fetor, no i te szczury jeszcze - jak za to można żądać horrendalnych opłat?

Jak w takich fatalnych warunkach mogliście robić wystawy?

Przychodzili artyści i wspólnie sprzątaliśmy, czyściliśmy, suszyliśmy, bieliliśmy ściany i z całą świadomością tych tragicznych warunków robiliśmy kolejne duże, ważne i poruszające ekspozycje. Nazwałem to miejsce Galerią Inicjatyw Twórczych, z nadzieją, że nie pozostanę sam w walce o niesienie tego kaganka kultury i sztuki w szerokie kręgi społeczne. Nie pozostanę sam, czyli znajdę zrozumienie i wsparcie ze strony władz stołecznych dla ambitnej i nietuzinkowej inicjatywy oddolnej samych twórców. Gdy w początkowym okresie rozmawiałem z urzędem dzielnicowym na Woli, sprawa była otwarta i budząca nadzieję na przyszłość, bo myślałem o skupieniu ogromnej grupy artystów i entuzjastów sztuki, których kreatywność przekona urzędników stolicy do naszej sprawy i że prędzej czy później ten horrendalny dla nas czynsz jakoś zrekompensują, np. uwolnią nas od niego lub zrefundują w formie dotacji, która byłaby w pełni uzasadniona, bo przeznaczona na wyższy, piękny cel. Z taką to właśnie nadzieją początkowo my sami, biedni artyści, składaliśmy się po 20-30 złotych na ten absurdalny czynsz i płaciliśmy go, ale na dłuższą metę okazało się to w praktyce nieskuteczne, nierealne. Tym bardziej, że oprócz tego sami składaliśmy się jednocześnie na koszta organizacyjne każdej wystawy. A tu naszym ludziom brakuje na papierosy, na kawę, na wszystko, jak ogromnej większości naszego społeczeństwa.

Nadzieja nadzieją i rozmowy rozmowami, ale czy jako główny inicjator nowego miejsca dla sztuki występował Pan na piśmie do warszawskich urzędników?

Nie tylko warszawskich, ale i centralnych urzędników państwowych, i tych pism mam setki, kilka pękatych teczek, z którymi już sobie nie radzę, leżą w pracowni, wśród moich obrazów i wkurzają mnie i przeszkadzają w malowaniu. Od początku pisałem do wszystkich osób władnych udzielić nam pomocy - w urzędzie na Woli, w urzędzie miasta, do wojewody i marszałka województwa warszawskiego.

Może Pan jakieś wyjąć i zacytować?

Proszę bardzo, oto np. pismo z datą 27.01.98 do sekretarza generalnego Urzędu Gminy Warszawa Centrum przy Niecałej 2, pani Ludwiki Wujec, z którą już wcześniej odbyłem rozmowę, aby jej naświetlić wszystkie problemy, z jakimi boryka się duża grupa twórców w Pracowni-Galerii Inicjatyw Twórczych. W piśmie tym już o tych szczurach i cieknących rurach w piwnicy nie przypominałem, bo już wiedziała o tym, ale przypominałem, jaki przyświeca nam cel i że w tych warunkach staje się niemożliwe wdrażanie mojego programu, gdyż jesteśmy zadłużeni, molestowani płatnościami za czynsz i obawiamy się, że bez pomocy nie będziemy w stanie realizować naszych celów. Nakładanie niemożliwych do opłacenia sum powoduje frustrację i niemożność działania, na czym cierpi sztuka. Trzeba stwarzać możliwości tym wszystkim, którzy wychodzą z nowymi inicjatywami wzbogacającymi rynek sztuki. Lokale na ich działalność powinno się dawać za darmo, jak również wspierać finansowo ich działalność. Nasza Pracownia-Galeria jest miejscem, które ma na celu odnowę. Tę odnowę, której potrzebuje nie tylko sztuka, ale również społeczeństwo. l konkretyzowałem w tym piśmie, jakiej pomocy oczekujemy, że potrzebujemy zwolnienia z opłat za lokal, pieniędzy na remont, sprzęt i na działalność.

Proszę, oto inne listy z tego samego 1998 roku, których adresatami byli: Pan Lech Jacyna - Dyrektor Zarządu Dzielnicy Wola Gminy Warszawa-Centrum, Pan Krzysztof Marszałek - Dyrektor Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Gminy Warszawa-Centrum, i dalsi adresaci - Pani Jadwiga Krakowiak, z-ca Dyrektora ds. Eksploatacji Zarządu Budynków Komunalnych „Wola”, Pan Adam Zieliński - Rzecznik Praw Obywatelskich i wielu, wielu innych. Wszystkie pisma tu mam, z pieczątkami.

A po co ten Rzecznik Praw Obywatelskich, w czym miałby pomóc artystom?

Przedstawiłem mu swoją sytuację jako artysta malarz od lat społecznie animujący życie artystyczne i prosiłem o poradę, jakie mam prawa i gdzie ich mogę dochodzić, aby wybrnąć z trudnego położenia. Pisałem, że znikąd nie otrzymuję pomocy, że listy do różnych władz i instytucji pozostają bez odpowiedzi, a ja dalej obciążony jestem niemożliwym do opłacania czynszem i na dodatek podatkiem VAT, więc koszta wciąż rosną, a ja tonę w długach. Czy komuś chodzi o to, aby zahamować wszystkie inicjatywy oddolne i spowodować pustynię kulturalną? Z tego, co robię, powinienem mieć korzyści, gdyż realizuję potrzeby środowiska twórczego i działam dla dobra kraju i społeczeństwa, a tymczasem mam wrażenie, że przekraczam prawo, nie mogąc uiścić narosłych długów i bieżących płatności.

Czy była jakaś odpowiedź od rzecznika?

Nie pamiętam, czy na piśmie, ale wiem, że wszczął pewne działania, ale bez dalszych konsekwencji i to się jakoś rozmyło.

To ile w końcu ten dług wynosi i kto go ma zapłacić?

Wraz z sądowym nakazem o eksmisji, otrzymałem nakaz zapłacenia za tę piwnicę kwoty w wysokości 150 tysięcy złotych. To jest ten dług - naliczony za czynsz, podatek VAT i jeszcze karne odsetki, który ja mam zapłacić, gdyż wziąłem w pacht ten lokal na swoje nazwisko. A wziąłem z nadzieją, że w nowej, odmienionej rzeczywistości każdy ma szansę coś dobrego zrobić dla kraju, na niwie kultury.

To horrendalna suma, zwłaszcza dla twórcy, dla artysty malarza. Kto zna polskie realia, to wie, że to wręcz brzmi jak wyrok śmierci...

Nie poddaję się i chyba wiem, co na czym polega i skąd się co bierze. Kto przyczynił się do tego długu, kto jest także za niego odpowiedzialny? W ubiegłym roku wystąpiłem do Sądu Okręgowego w Warszawie z pozwem przeciwko grupie osób, żądając zadośćuczynienia za moje straty moralne i finansowe, w związku z nieprawidłowościami, jakie występują na obszarze sztuki. Są to osoby publiczne, funkcjonariusze państwowi, dyrektorzy centralnych galerii i niektórzy krytycy sztuki, których obwiniam o propagowanie, organizowanie i finansowanie za publiczne pieniądze miernych, dobranych na zasadzie towarzyskich układów i jakichś quasi-mafijnych powiązań autorów, niemających nic wspólnego z prawdziwym nurtem nowej sztuki w Polsce, a epatujących destrukcją, świństwem, żałosnymi dowcipami i naigrywaniem się z publiczności.

Trochę szokujące to wystąpienie artysty do sądu, ale ciekawe, kto jest w tej grupie pozwanych przez Pana osób, no i jak się sprawa skończyła?

Pozwani to: minister kultury Waldemar Dąbrowski, dyrektor Zachęty Agnieszka Morawińska, dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej Wojciech Krukowski, była dyrektor Zachęty Anda Rottenberg, krytycy Dorota Jarecka z „Gazety Wyborczej”, Barbara Majewska, Monika Małkowska, Piotr Sarzyński z „Polityki”, Ewa Hajne i inni szkodnicy sztuki polskiej. Zażądałem, aby sprawiedliwości stało się zadość, a moje krzywdy choć trochę zostały naprawione, żeby wyegzekwować od tych wszystkich osób po 20 tysięcy złotych na spłatę tego długu za lokal przy Siennej, w którym chciałem promować naszą prawdziwą, polską nową sztukę. W zniewolonej Polsce, w latach 70. robiłem głośny, kontestujący ruch „O poprawę”, realizowałem największe wystawy naszej nowej sztuki w Zachęcie w 1976 i 1981 roku, które były przyjmowane entuzjastycznie przez publiczność i krytykę artystyczną. A w wolnej Polsce moja żywotność komuś się nie podoba, działam na polu sztuki bez jakiegokolwiek wsparcia, jak chyba nikt inny w kraju. Z grupą twórców, którzy zeszli do podziemia, z rozpaczą i w nędzy, realizuję program odnowy sztuki. Tak m.in. motywowałem swoje wystąpienie do sądu. A jak się skończyło? Chyba dowcipnie, bo sąd zażądał ode mnie, abym podał adresy domowe wszystkich pozwanych osób, a skąd ja je mogłem wziąć, chyba musiałbym do tego zatrudnić detektywa Rutkowskiego, więc tych adresów nie dostarczyłem i w konsekwencji sąd pozew oddalił. Pisałem nawet listy otwarte do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i dwa do ministra Waldemara Dąbrowskiego, których cytowanie byłoby tutaj niemożliwe ze względu na ich obszerność, ale zawsze wskazywałem w nich na konkretne, najważniejsze kwestie związane z nobilitacją polskiej sztuki. Jak wszystkie inne, pozostały bez odzewu. Ale ja po trzydziestu latach działalności pozostaję w pełni sił twórczych, co roku na Siennej robiliśmy 10 dużych wystaw, także w innych miastach Polski, a ostatnią w jesienią 2003 roku w Paryżu, złożoną z ponad 800 obrazów kilkudziesięciu autorów, która zdobyła tam wielkie uznanie. Do końca będę walczył o prawdziwe, niezafałszowane oblicze polskiej sztuki.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Hugon Bukowski

Źródło: „Świat Elit”, 2005