2005 „Gazeta Bełchatowska”

Mówi o sobie, że jest Kolumbem naszych czasów. Eugeniusz „Geno” Małkowski przez całe swoje życie poszukuje tego co nieodkryte w sztuce. Najnowszym pomysłem malarza jest pobicie rekordu Guinessa w liczbie namalowanych obrazów w ciągu doby, a dokonać tego chce w bełchatowskim Muzeum Regionalnym.

„Geno” - typ odkrywcy

To, że ma niebywały talent zauważono już w III klasie szkoły podstawowej. Namalował bajkę i wszyscy byli zachwyceni.

Mieszkając w Lęborku po szkole podstawowej chciał zdawać do Liceum Plastycznego, jednak wszyscy mu to odradzali. Poszedł do szkoły zawodowej i stracił rok. Pojechał do ojca do Jeleniej Góry, zdał egzaminy do Liceum Plastycznego we Wrocławiu w którym uzyskał przydomek „Pikas”, gdyż wszyscy widzieli w nim abstrakcjonistę. Namalował koguta, którego widać było tylko z daleka, z bliska obraz przedstawiał tylko kilka kolorowych plam. Niemal od razu młodym „picassem” zaopiekowali się koledzy ze starszych roczników widząc w nim niesamowity potencjał.

Matura poszła mu bardzo dobrze, chciał zdawać na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, jednak za namową kolegi poszli razem do Warszawy. Po studiach jego związki z malarstwem nieco się poluźniły, powiększyła mu się rodzina, zaczął też projektować odzież dziecięcą, która była doceniana i wyróżniana medalami. Jednak cały czas wiedział, że tylko w malarstwie może się spełnić. Postanowił to rzucić. Zaczął eksperymentować z malarstwem, spotykał się z kolegami próbując przekonać ich do stworzenia nowej grupy. Pierwsza grupa, która powstała, miała swoje miejsce w opuszczonej pracowni z uzysku w Warszawie.

Pierwsza wystawa w 1970 roku prac 28 letniego Geno i przyjaciół okazała się sensacją. Powoli odzywał się w Małkowskim instynkt przywódczy, był tym z grupy któremu sprawnie szła organizacja przedsięwzięć. W głowie Eugeniusza pojawił się pomysł o stworzeniu wielkiego ruchu. Tak też się stało, w wyniku połączenia wszystkich warszawskich grup malarskich powstał „Ruch o Poprawę”, który chciał zmienić dotychczasowe podejście ludzi i krytyki do malarstwa. Pierwsza wystawa w galerii „Na Krzywym Kole” w 1972 roku odbiła się wielkim echem w całej Warszawie. „Ówcześni krytycy zapatrzeni byli w zachodnie modne wzory i w podręczniki od historii sztuki, nie dopuszczali żadnych nowych idei. Ruch miał za zadanie zmienić to podejście, chciał tworzyć sztukę nowoczesną, ale miał to być jednocześnie powrót do obrazu a nie wyrażania sztuki za pomocą mediów tzw. różnych. Malarstwo nie umiera, teraz w dobie komputerów komuś może się wydawać, że to archaiczny sposób wyrażania, jednak ja nadal uważam, że stanowią one witalną siłę. Coś nowego, nie naśladowczego zawsze da się przekazać zwykłym obrazem” mówi Geno dodając „Mówiliśmy krytykom o tym. że polska sztuka jest wielka ale niedoceniana, że krytycy hołdują tylko zagranicznym wzorom, że nie wiedzą co dzieje się w tej i innych galeriach, nie orientują się co jest w pracowniach. Osobiście chcieliśmy, aby z tej dyskusji wynikły dobre rzeczy, jednak ostatecznie wszyscy się na nas poobrażali i od tej pory za naszym ruchem szła zła opinia, że jesteśmy przeciwko wszystkiemu itd.” Jednak w tym samym czasie Ruchem zaczął interesować się Związek Polskich Artystów Plastyków, gdyż w sumie panował od dawna marazm w polskiej sztuce, a grupa jako jedyna chciała coś zmienić. Szczególną uwagę zwrócono na Małkowskiego i po czwartej wystawie pt. „Warszawa - Centrum Sztuki Światowej”, której aranżerem i komisarzem był nasz bohater, zaproponowano mu zrobienie festiwalu sztuki w Zachęcie w 1976 roku. ,,W Zachęcie pokazałem wtedy 1600 obrazów, gdzie wcześniej maksymalnie prezentowano do 300 prac. Pokazałem na tej wystawie całą sztukę polską w nowy sposób i wszyscy, czy chcieli, czy nie, wyrażali się o niej entuzjaztycznie. Wydawało mi się, że teraz to wszystko nareszcie ruszy. Jednak wciągnięty zostałem w działalność związkową, a spotkania i rady nie były moim żywiołem, co często doprowadzało do kłótni i nieporozumień. Po tej wystawie w Zachęcie zostałem w ogóle najmłodszym członkiem prezydium zarządu głównego ZPAP i na kolejnym zebraniu przedstawiłem swój pomysł, będący moim marzeniem, żeby z Warszawy uczynić centrum światowej sztuki. Widziałem Warszawę jako wielka galerię i w poszczególnych jej galeriach chciałem pokazywać różne reprezentacje państwowe, w jednej np. Maroko, w innej Stany Zjednoczone. Oczywiście miałem masę przeciwników, którzy twierdząc, że chcę zrobić zlot młodzieży skutecznie pozbawili mnie tej możliwości, a ja chciałem po prostu pokazać sztukę ponad pokoleniami, malarstwo całego świata. Najciekawsze jest to, że ci sami ludzie, którzy kolaborując z tamtym systemem uniemożliwili mi realizację tego przedsięwzięcia, po zmianach w naszym kraju znów zajęli czołowe stanowiska” mówi o tamtych wydarzeniach malarz. Następnie w roku 1980 zrobił największą wystawę środowiska warszawskiego. Zaprezentowano na niej zawrotną ilość prac - 3000. W Ruchu o Poprawę doszło w tym czasie do podziałów i w konsekwencji przestał istnieć. Następnym etapem był Ruch Świat, powstały jeszcze w 1979 roku miał objąć wszystkie środowiska artystyczne z całej Polski i świata. Niestety stan wojenny zniweczył wszystko i wielkich planów nie udało się zrealizować, mimo że prowadzono już rozmowy z zagranicznymi artystami. Później Małkowski funkcjonował w Związku Malarzy i Grafików. W roku 1987 roku zorganizował ostatnią swoją wystawę „Życie ludzkie - los ziemi” w Zachęcie, pokazał największych artystów m.in. Starzewskiego, Strzemińskiego, Wróblewskiego, Linkego i całą ówczesną czołówkę, których prace dodatkowo powieszone były w inny niż zazwyczaj sposób - bezpośrednio na ścianach, co dało efekt w postaci doskonałego przyjęcia. Słowa recenzji które ukazały się w Sztandarze Młodych brzmiały - „Sztuka większa niż Zachęta” a sam Geno wspomina telefony w których ludzie nie mogli się nadziwić jak on to zrobił, że nieodnowiona Zachęta wygląda jak świeżo po remoncie. Jednak to już nie wystarczało, Geno zapragnął nowych wyzwań. W latach 90-tych zaczął malować obrazy wspólnie z publicznością. „Pomysł dzielenia obrazów na mniejsze działki, tak aby każdq_ mógł zamalować ktoś inny, co zabawne, wziął się u mnie z budownictwa, gdzie sprzedawano działki pod budownictwo, a ja chciałem sprzedawać swoje pod malowanie” powiedział o genezie całego pomysłu Małkowski. Następnie myśli o zarabianiu w ten sposób zeszły na dalszy plan, a Geno chciał po prostu aby ludzie zaczęli uczestniczyć w tworzeniu obrazów na tych małych polach, którym on później nadawał ostatetczny wygląd. Innym pomysłem, który pojawił się w roku 1990 były też tzw. obrazy na czas, które wzbudzały sensację gdziekolwiek się nie pojawiały, krytyka wychwalała, środowisko jednak potępiało takie praktyki, twierdząc że nie powinno się mówić ile czasu zajmuje malowanie. Dwie wystawy takich prac były jeszcze w Polsce, następne również w Paryżu gdzie co sobota Geno malował 12 obrazów w ciągu godziny np. cykl „Narodziny”, „Miłość” i „Śmierć”. Najnowsza historia Małkowskiego-odkrywcy zatrzymała się w Bełchatowie, po części dzięki znajomości z Dyrektorem naszego Muzeum Regionalnego. Geno przyjechał do Bełchatowa, gdzie najpierw pokazał 60 prac. Umówił się też z dyrektorem, że na jesieni zrobią większą wystawę i zaproszą do malowania odwiedzających wystawę . Ponad 270 prac pojawiło się w salach Muzeum Regionalnego.

W piątek 23 września 2005 roku odbyło się otwarcie. Prace są wyborem artysty spośród najlepszych jego obrazów. „Wystawienie tu w muzeum blisko 280 prac było nie lada wyzwaniem, nawet krytycy których zapraszałem na wernisaż myśleli, że w Bełchatowie jest chyba jakiś pałac kultury, bo inaczej nie mogli sobie tego wyobrazić” mówi o wystawie malarz. Same prace przedstawione są jako pewne ciągi, rzadko zdarzały się prace pojedyncze, oderwane, chyba że były szczególne i zasługiwały według autora na pokazanie. Są to dzieła z różnych lat, niektóre pokazują pewnego rodzaju kosmos - kosmos ludzki, kosmos marzeń, pewne zbiorowiska. Sąteż zestawy pokazujące osoby i zdarzenia pojedyncze, bardziej osobiste. Obejrzeć można też obrazy szybkie, oraz prace nazwane „obszarami marzeń” będące próbą syntezy, stanowią mapy w przeciwieństwie do znanych obrazów kul, które stanowią pejzarze, zbliżenia. Są też obrazy malowane przez innych ludzi, którym artysta nadał ostateczną interpretację. Jeszcze większa atrakcja czeka bełchatowian 7 października, kiedy to Eugeniusz „Geno” Małkowski podejmie próbę pobicia rekordu Guiness'a. Ma on zamiar zinterpretować 100 szkiców na płótnach wielkości 100 centymetrów na 81 cm. „Jest to przerażająco trudna sprawa, poprzednio miałem pewną dowolność malując np. kobiety. Teraz mają to być najważniejsze wydarzenia XX wieku, malując np. Mussoliniego, Salvadora Dali'ego, Wałęsę czy Papieża, muszę się naprawdę przyłożyć. Papież musi po prostu być tym samym papieżem Janem Pawłem II, żadne karykatury nie wchodzą w grę, a średnio na obraz będę miał 13 minut, co tu dużo mówić będzie ciężko i włosy stają mi na głowie jak o tym pomyślę, dlatego czekam na to wydarzenie i staram się za dużo nie myśleć, co będzie to będzie” powiedział o tym przedsięwzięciu Małkowski.

My trzymamy za niego kciuki i czekamy na kolejne „odkrycia” artysty w świecie sztuki.

(rr)

Źródło: Gazeta Bełchatowska 28.09.2005